yoga sklep zapisz się do newslettera

Głos zwierciadłem duszy

Czy zastanawialiście się kiedyś nad stwierdzeniem „oczy zwierciadłem duszy”? Podobno to w nich możemy zobaczyć, kim jesteśmy. Naszą historię, przeszłość, doświadczenie, troski i radości. Wszystko, co jest w środku nas. Jednak czy tylko w oczach…?  

Już setki lat temu w kulturze buddyzmu wierzono, że nasz ludzki głos również jest zwierciadłem duszy. Bardzo długo ten temat nie był odnawiany. Osoby, które na co dzień nie zajmują się głosem zawodowo, nie zdają sobie sprawy, jak wiele można w nim usłyszeć.

Zacznijmy od rzeczy najprostszych, na które nie zwracamy uwagi, bo stały się dla nas zupełnie naturalne: kiedy rozmawiamy z kimś przez telefon, praktycznie po chwili, po tonie jego głosu możemy zorientować się, w jakim jest nastroju. A przecież nie widzimy jego oczu…

Trema – kolejny element, który od razu możemy usłyszeć – ten trzęsący, łamiący się głos, nad którym trudno zapanować. Często mówimy wtedy, że coś ugrzęzło nam w gardle. To coś to nasz język, o istnieniu którego wiemy tylko tyle, ile jesteśmy w stanie zobaczyć – zazwyczaj nieświadomi, że druga jego połowa jest ukryta w naszym gardle, a w sytuacjach stresujących nasz język w całości sztywnieje i stąd bierze się wspomniane uczucie. To zaledwie tylko kilka przykładów, ale jeśli zastanowimy się nad ich istnieniem, każdego dnia napotykamy je w życiu codziennym. Najczęściej jednak zagłębiamy się w temat, kiedy albo pracujemy głosem zawodowo, albo gdy zaczynamy chorować i przestajemy móc się nim posługiwać.

A jednak głos ma niezwykłą moc! Rozkoszujemy się w niskich głosach lektorów czy radiowców, a nasza wyobraźnia szybko tworzy ich portrety w naszej głowie.

I wreszcie wokaliści, śpiewacy! Osoby, które w pełni świadomie operują swoimi instrumentami, jakie ukryte są w naszym, ludzkim ciele. Czyż to nie niezwykłe, że nasz ludzki głos to jedyny instrument, który nie jest zbudowany przez człowieka i jest z nim od urodzenia? Osoby świadome swoich warunków głosowych, z niebanalną techniką potrafią wydobyć całą pełnię swojego głosu, co dla odbiorcy jest największym walorem. Ta pełnia to nic innego, jak bogate w alikwoty dźwięki, które wokaliści potrafią przedstawić na całej rozciągłości swojego instrumentu. Jednak czy tylko to aż tak pobudza nasz zmysł słuchu?

Od wielu lat zgłębiam tajniki zdrowego śpiewania. Na co dzień zawodowo jestem wokalistką jazzową i nauczycielką śpiewu, ukończyłam też studia w tym kierunku. Od zawsze czułam, że nie tylko technika jest ważna. W mojej edukacji często brakowało mi spojrzenia na cały nasz instrument, czyli całe nasze ciało. Nie da się oddzielić wpływu bolącego gardła czy jakiejkolwiek choroby na to, jak zaśpiewamy. Tak samo nasze przeżycia, nastroje, trudne sytuacje, z którymi musimy się mierzyć – to wszystko wpływa na jakość naszego dźwięku.

EMOCJE – to główny element, z którego składa się muzyka! Jest wielu wokalistów, którzy – gdyby przeanalizować – nie śpiewają do końca poprawnie technicznie, ale jednak mają to COŚ, co przykuwa naszą uwagę, coś, co nas porusza.

Obecna technika umożliwia nam rejestrację cyfrowego dźwięku, jednak głos ludzki przetworzony komputerowo nie wprawia odbiorców w tak silne odczucia, jak jego rzeczywiste brzmienie. Jaki zatem wniosek możemy wyciągnąć? Na pewno to, co naturalne, dostarcza nam więcej emocji. Ciężko o nich mówić, jeśli coś nie jest do końca prawdziwe. Jednak czy dzieje się tak tylko za sprawą techniki? Odpowiedź wielu Was zasmuci, ale prawda jest taka, że niestety nie…

Jak już wcześniej wspomniałam, w głosie możemy usłyszeć wiele barw i emocji. Szczególnie u osób, które mają wyszkolone głosy. Jednak co w przypadku, kiedy praca nad naszym instrumentem nie przynosi rezultatów? Czy to zawsze oznacza, że ktoś nie potrafi śpiewać? Przecież mówiąc, już „śpiewamy” jakąś melodię. Los doświadczył mnie spotkaniem z osobą, której choroba odebrała mowę, jednak potrafiła mówić jeden wyraz na melodii zdania, które byłam w stanie odczytać i zrozumieć. Często muzycy mówią, że nie znajdują słów, by opisać to, co czują, dlatego wyrażają to poprzez muzykę. Tak samo było też w tym przypadku, co potwierdziło zasłyszane przed laty zdanie: „Śpiew jest przedłużeniem mowy”. Zatem gdzie tkwi problem, który nie pozwala nam w pełni władać naszym instrumentem?

„W pierwotnym głosie możemy usłyszeć nasze emocjonalne blokady, narastające od lat.”

Lata różnych doświadczeń, szczególnie tych, które zamykają nas przed światem, pozostają w naszym ciele w postaci różnych blokad. A jak już wiemy, nasze ciało to nasz instrument. Ciężko wydobyć w głosie emocje, skoro sami chowamy je na samym dnie naszej duszy. Dopóki nie skontaktujemy się z każdą częścią naszego ciała, nie pozbędziemy się ciężarów, które nas przygniatają i blokują – praca z głosem będzie dużo cięższa i spowolniona. Dlatego tak ważne jest holistyczne podejście do naszego instrumentu. I uwierzcie, nie wiedziałam tego od razu… Poświęciłam kilka lat swojego życia, by odkryć, co mnie powstrzymuje i nad czym powinnam się pochylić przy pracy z głosem i ciałem, co czynię do dzisiaj. Jedyne, czego żałuję, to fakt, że na swojej drodze nie spotkałam nikogo, kto by mnie wcześniej nakierował w tę stronę poszukiwań. Sama z zaciekawieniem zaczęłam szukać odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Na wiele z nich je znalazłam i dzisiaj pomagają mi one nie tylko w śpiewaniu, ale również w życiu. Dlatego bardzo dużą wagę przywiązuję do pracy z własnym ciałem, do wsłuchiwania się w nie, do rozmów ze sobą – tych najtrudniejszych. Po prostu do słuchania siebie.

I tu wracamy do początku, do naszego pierwotnego głosu, w którym możemy usłyszeć nasze emocjonalne blokady, narastające od lat. Nie mówię, że proces „uzdrawiania” i pozbywania się tych blokad zawsze jest przyjemny. Jest jednak konieczny, a w konsekwencji uzależniający od uczucia, które mu towarzyszy – czyli ulgi i poznania pełni swoich możliwości.

Jak do tego dojść?

Moja droga była bardzo prozaiczna, zaczęłam chorować, a mój głos razem ze mną. Z pomocą przyszła do mnie joga, która pokazała mi, jak wiele rzeczy, nie do końca dobrych dla mnie, dzieje się w moim ciele. Jednak po zaledwie tygodniu intensywnej praktyki zauważyłam, jak puszczają moje zaciski, a głos się otwiera. Obserwacja ciała i skupienie się na oddechu, medytacja i zajrzenie w głąb swoich ran były dla mnie uzdrawiające.

Ćwiczenie głosu w pewnych asanach przekierowuje nasz umysł na inny tor myślenia, co pozwala zaśpiewać dźwięki, o których istnieniu nie mieliśmy pojęcia. Przykładowo, w tadasanie śpiewanie wyższych dźwięków jest dla nas dużo łatwiejsze, ponieważ nasz umysł zaczyna postrzegać nasze ciało jako większe, a co za tym idzie – trakt naszego głosu również staje się dla naszego umysłu większy.

Praktyka pozwala zauważyć nam zależności naszego ciała i głosu. Joga nauczyła mnie akceptacji swoich ograniczeń, ale też rozpoczęła powolny proces uzdrawiania, na który trzeba pozwolić, by zobaczyć efekt, jakiego pożądamy. Ten proces będzie trwał tyle, ile Twoje ciało i umysł potrzebują na to czasu. Świadomość tego jest bardzo istotna, gdyż nie skupiamy się na tym, czego nie osiągnęliśmy, lecz na tym, co udało nam się do tej pory odkryć i ulepszyć.

Zbawienne było też spotkanie z kamertonami. Niebywale istotną rolę odgrywają one w zestrajaniu głosu z naszym ciałem. Poza czysto uspokajającym i wyciszającym działaniem kamertonów warto podkreślić fakt, że każdy nasz organ wibruje w konkretnej częstotliwości. Niestety wiele zewnętrznych urządzeń nie rezonuje z nami korzystnie i powoduje rozstrajanie naturalnego brzmienia naszego ciała (wszystkich naszych narządów), zazwyczaj osłabiając ich działanie, a w konsekwencji – blokując również nasz głos. Praca z kamertonami pozwala nam wrócić do pierwotnej wibracji, która daje nam poczucie spokoju i wewnętrznie odczuwanej harmonii. W stanie tak głębokiego relaksu, w jakim znajdujemy się zaraz po sesji kamertonowej, efekt odczuwalny – choć może lepszym określeniem byłoby ‘słyszalny’ – jest od razu w naszym głosie. Staje się on niższy, spokojniejszy, pełniejszy i bogatszy w alikwoty, co daje nam większą swobodę w operowaniu naszym instrumentem.

„Proces, którego doświadczyłam, jest przepiękną, a zarazem trudną podróżą poznawania siebie…”

Temat wielowymiarowości, potęgi dźwięku i jego magicznego działania pochłonął mnie tak bardzo, że na bazie zdobytej wiedzy zaczęłam eksperymentować z różnymi ćwiczeniami. Dzisiaj mogę śmiało powiedzieć, że jestem dowodem ich skuteczności. Trzeba się jednak wykazać wielką samodzielną pracą, by uzyskać właściwy dla siebie efekt. Podczas pracy z głosem bardzo istotna jest uważna obserwacja, gdzie nasz dźwięk wibruje, czyli gdzie pojawia się w naszym ciele. By to poczuć, na początku potrzebne są nam samogłoski i spółgłoski (w kolejnych fazach dłuższe formy słowne), na których wykonujemy ćwiczenia. W tym miejscu warto dołączyć pracę z ciałem, tak by zaobserwować różnicę w jakości i brzmieniu oraz miejscu, w którym nasz dźwięk wibruje. Późniejsza analiza pozwala nam odkrywać miejsca, w których występuje słabiej wibrujący dźwięk, co najczęściej wynika właśnie z narastających w nas blokad emocjonalnych, które przekładają się na jakość naszego głosu. Proces, którego doświadczyłam, jest przepiękną, a zarazem trudną podróżą poznawania siebie poprzez głos i na odwrót – głosu poprzez swoje ciało. Te przenikające się elementy odkrywają to, czego nie możemy dostrzec gołym okiem – naszą duszę. Najczystszą i najjaśniejszą. Czyż nie zasługujemy na to, by piękno naszych dusz mogli też słyszeć inni?

Autorka: Patrycja Zarychta – wokalistka, autorka tekstów, kompozytorka, absolwentka Akademii Muzycznej w Katowicach na Wydziale Jazzu i Muzyki Estradowej, nauczycielka śpiewu krzewiąca technikę zdrowego śpiewania. Pomysłodawczyni i organizatorka warsztatów wokalno-instrumentalnych Muzyczne Mostki oraz Mandala Głosu. Głos zwierciadłem duszy. Warsztaty śpiew, joga i kamertony. || mandalaglosu.weebly.com

Comments


© Yoga & Ayurveda Magazyn