yoga sklep zapisz się do newslettera

Psychoterapia poprzech fotografię

Wykorzystanie fotografii w psychoterapii jest dość nowatorskim podejściem, jednakże okazuje się, że szalenie skutecznym. O terapii fotografią, jej leczniczym działaniu rozmawiamy z fotografką Anną Myśliwczyk i jednym z najlepszych polskich psychologów – Wojciechem Eichelbergerem.

Połączenie psychoterapii z fotografią jest dość nietypowym połączeniem. Na czym polega i skąd wziął się ten oryginalny zamysł?

Ania: Od lat fotografuję kobiety i sprawia mi to wielką radość. W pewnym momencie jednak odkryłam, że robię coś więcej niż tylko pokazywanie ich ładnie w kadrze. Zauważyłam, że podczas sesji kobiety traktują aparat trochę jak magiczne lustro. Ja nazywam je „lustrem duszy”, w którym chcą przejrzeć się bez maski, którą na co dzień wkładają. Pod wrośniętymi, wyuczonymi pozami siły, powagi, przyzwoitości czy np. uległości, często kryje się zupełnie inna twarz, która z przyczyn wewnętrznych zahamowań czy z powodów obyczajowych nie może się ujawnić. Często spotykam kobiety, które wiele w życiu osiągnęły i są na pozór silne i niezależne. Tylko, że one wcale nie chcą takie być. Pragną za to pokazać, co kryje się głęboko w ich duszy. I taką okazję daje im właśnie sesja fotograficzna. Będąc po drugiej stronie obiektywu czuję, jak się otwierają, jak zmienia się ich energia, twarz zaczyna wyglądać inaczej – tak jakby kobieta zrzucała z siebie zbyt ciasną skórę, która ją ogranicza. Uczestnicząc w takich scenach zdałam sobie sprawę, że ta fotografia naprawdę porusza coś głębokiego, że nie jest to tylko wytworzenie jakiegoś przypadkowego czy standardowego obrazka. Sergiusz, mój menedżer, który ma styczność ze światem psychologii, uzmysłowił mi, że ta fotografia istotnie działa na głębokim poziomie psychologicznym i że powinniśmy połączyć siły z psychoterapeutami, by rozpocząć eksplorację potencjału połączenia tych dwóch dziedzin – psychoterapii i fotografii. Stąd się wziął oryginalny zamysł.

Na czym polega to, co opisuje Ania? Jakie mechanizmy psychologiczne tutaj zachodzą i co to daje?

Wojtek: Gdy raz zobaczyłem Anię w spontanicznej akcji fotografowania uczestniczek żeglarskiego rejsu terapeutycznego, zdałem sobie sprawę z tego potencjału, o którym mówi. Okiem zawodowca spostrzegłem, że kamera działa magicznie, otwiera ludzi na doznawanie siebie w nowy sposób i zachęca ich do ujawniania ukrytych aspektów ich tożsamości, albo tych wypartych ze świadomości albo tych świadomych, które nie miały okazji do tej pory się ujawnić. Zaczęliśmy więc rozmawiać, o połączeniu rozwojowego warsztatu terapeutycznego z sesją zdjęciową. Potwierdziło się na tej połączonej sesji to co Ania już powiedziała. Niewątpliwie kamera jakby zachęcała kobiety do ujawniania tego co w nich niechciane, wyparte lub podświadome. Szczególnie ważne jest to, że ten ujawniony przed kamerą aspekt zostaje zapisany i utrwalony w formie konkretnego obrazu, co uniemożliwia zanegowanie go czy jakąś inną formę obrony. A to właśnie często się wydarza w grupach terapeutycznych. Np. ktoś ujawnił jakąś dotychczas wypieraną emocję czy zachował się w jakiś niestandardowy dla niego sposób, świadczący o tym, że przełamuje swoje neurotyczne ograniczenia, lecz po fakcie wypiera się tego lub szybko o tym zapomina. Na warsztacie foto-terapii ma to czarno na białym przed oczyma. Dzięki temu szybciej zaczyna się głębsza praca nad zasymilowaniem tego ujawnionego aspektu osoby. Osoba zainteresowana może szybciej podjąć tym razem świadomą decyzję, czy chowa ten aspekt przed światem – ale tym razem – w swoim sejfie, do którego ma pod ręką klucz, czy też włącza go w swoje publiczne ja, w świadome istnienie wśród ludzi i w świecie. W terapii taki proces potrafi dziać się bardzo długo. Widzę więc duży potencjał w psychologicznej pracy z obrazem swojej nowej, nieznanej twarzy. Jesteśmy w fazie ostrożnego testowania tej metody, ale już widać jej duży potencjał. Z czasem te warsztaty nabiorą swojej specyfiki i kultury a ich fotograficzna część będzie się jeszcze lepiej integrować z częścią psychologiczną. Więc uważam, że zrobiliśmy bardzo obiecujący początek i z czasem spróbujemy zaproponować analogiczne warsztaty mężczyznom. Na zakończenie powiem, że w moim odczuciu magia kamery polega na tym, że podobnie jak lustro ona niczego nie ocenia, ale ma nad nim tę przewagę, że nie pokazuje nam natychmiast tego co widzi, więc nie mamy nad tym kontroli – co pozwala na prawdziwą spontaniczność i kreatywność. Ryzykując odważną analogię, kamera jest nieświadomie odbierana jako akceptujące, przyjmujące wszystko takim jakim jest – Boskie Oko, albo oko kochającego, zachwyconego swoim dzieckiem rodzica.

Co mają pokazać te fotografie? Czy chodzi o to, żeby ukazać atrakcyjność tych kobiet, czy jakiś inny aspekt?

Wojtek: Po pierwsze na warsztacie, który już zrobiliśmy [Pierwsza Edycja Warsztatu Psychoterapia poprzez Fotografię. przyp. red.] bardzo zadbaliśmy o to, żeby zniechęcić uczestniczki, do robienia sobie stereotypowych okładkowych zdjęć z kategorii “beauty”. Oczywiście z wyłączeniem sytuacji, że ten właśnie aspekt był do tej pory wypierany czy ukrywany. Obowiązywała zasada: idziemy pod prąd i robimy sobie takie zdjęcia, których nie chcielibyśmy sobie zrobić, zdjęcia twarzy, którą niechętnie pokazujemy nie tylko światu, ale również sobie. W niektórych przypadkach mogło to więc być także „beauty”, ale chodziło nam również o aspekty dla wielu kobiet trudne a nawet bolesne, takie jak: siła, gniew, pasja, bunt. Zaś z drugiej strony spektrum emocji: słabość, bezradność, rozpacz a także zmysłowość, seksualność itp. W naszej ocenie w doświadczeniu wszystkich uczestniczek to właśnie – w różnej mierze – się wydarzyło. W części psychologicznej tworzyliśmy zróżnicowane sytuacje pomagające uczestniczkom w nadaniu wyrazistej ekspresji całej gamie emocji i związanych z nimi postaw, dzięki czemu szły one na sesje z przygotowanym programem, który Ania sprawnie i szybko aranżowała artystycznie i po niedługim czasie rozgrzana do czerwoności drukarka wyrzucała wspaniałe i zaskakujące obrazy, nad dalszym losem których osoba fotografowana miała całkowitą kontrolę.

Ania: Tak, praca wykonywana przez dziewczyny podczas części warsztatowej autentycznie otwiera, bo uczestniczki były gotowe do pracy ze mną bardziej niż się spodziewałam. Po takim przygotowaniu poszło wyjątkowo szybko, dziewczyny były już w takim kontakcie ze sobą, że wystarczyło mi dosłownie pół godziny, żeby z każdą z nich odbyć pełną sesję w różnych odsłonach stylistyczno-emocjonalnych.

Co robicie w trakcie warsztatów?

Wojtek: Nie da się tego dokładnie opowiedzieć. Tak jak na każdym warsztacie terapeutycznym jest okazja do podzielenia się tym, z czym się przyjeżdża, jakie się ma oczekiwania, co by się chciało uzyskać… no i wtedy terapeuci, którzy prowadzą tę część warsztatu, idą za energią grupy i pracują nad tym, żeby jej oczekiwania były przede wszystkim adekwatnie sformułowane i realistyczne, a po drugie, żeby mogły się zrealizować. W dużej mierze terapeutom chodzi o to, aby na sesji uczestniczki wiedziały, co chcą pokazać kamerze.

Ania: Tak, nawet wprowadziliśmy takie rozwiązanie, że uczestniczki na sesję przychodzą z karteczką – taką receptą, zamówieniem do kamery, napisanym z pomocą terapeuty. Dzięki temu szybko orientuję się, z czym mam pracować, choć często intuicyjnie i tak wiem, w którą stronę je prowadzić.

 

Chyba nie każdy fotograf ma takie wyczucie i tego typu umiejętności? Z pewnością bardzo istotne jest tu zaufanie, którym muszą obdarzyć Cię fotografowane kobiety…

Ania: Cóż, fotografowie mają różne specjalizacje. Są na przykład fachowcy od budynków, żywności czy mody. Ja jestem specjalistką od kobiet. Fotografując przedzieram się przez wspomniane maski. Docieram tam, gdzie jest autentyczna kobieta. Gdybym nie umiała dostrajać się do śpiewu duszy tych dziewczyn, te zdjęcia byłyby puste. Tak jak w psychoterapii żaden konstruktywny proces rozwojowy nie jest możliwy bez odpowiedniej relacji z terapeutą, tak moje sesje odbywają się w bezpiecznej energii pełnej uczciwej i bezkrytycznej akceptacji, czyli właśnie w zaufaniu. I dzięki temu tak daleko i głęboko jesteśmy w stanie pójść.

Wojtek: Kwestia zaufania jest bardzo na tych warsztatach ważna i mocno jej pilnujemy. Wiadomo od początku, że zdjęcia będą tylko do wglądu fotografującej i fotografowanej i że nie będą zapisywane w chmurze, lecz na płycie lub pendrive. Wiadomo też, że tylko i wyłącznie od fotografowanej zależeć będzie, czy i które zdjęcia zdecyduje się pokazać grupie i terapeutom w trakcie sesji sharingu. Na tej sesji omawiane są odkrycia i zdziwienia uczestniczek oraz powody, dla których część zdjęć trudno jest uczestniczkom zasymilować, czyli uznać za własne. Na wypadek, gdyby proces asymilacji okazał się długi i trudny organizujemy grupę follow up dla chętnych i potrzebujących.

Czy w trakcie warsztatów wykorzystujecie elementy innych terapii?

Wojtek: Korzystamy z różnych inspiracji, głównie tych, które opierają się na pracy z ciałem, przede wszystkim z bioenergetyki Akeksandra Lowena, z Gestalt oraz Dance and Movement Therapy (w wykonaniu współpracującej z nami dyplomowanej terapeutki DMT Izy Dominko) a także, w miarę potrzeby, z elementów technik stosowanych w ustawieniach rodzinnych Berta Hellingera.

Czy takie połączenie terapii z fotografią jest czymś nowym?

Wojtek: Z pewnością tak. Z tego co wiem w Polsce nikt wcześniej czegoś takiego nie robił. Na świecie też nie znaleźliśmy takiego zintegrowanego połączenia terapii z fotografią. Być może więc jesteśmy pionierami w tej sprawie.

Jakie macie plany co do przyszłości projektu?

Wojtek: Będziemy kontynuować te warsztaty, po drodze szlifując ich metody. Zdajemy sobie sprawę z tego, że jesteśmy na początku drogi, i że trzeba nam nabrać doświadczenia w tej nowatorskiej metodzie, dbając o to, by ten proces był jak najbardziej efektywny, a jednocześnie całkowicie bezpieczny dla uczestników.

Czyli będą następne edycje?

Wojtek: Z pewnością będą następne edycje w których będziemy eksperymentować z nowymi technikami i sposobami prowadzenia tych warsztatów. Dlatego najbliższy warsztat będzie prowadzony wyłącznie przez psychoterapeutki kobiety. Chcemy sprawdzić, na ile obecność terapeuty mężczyzny zaburza spontaniczny proces uczestniczek poprzez uruchamianie w nich procesu przenoszenia emocji i nastawień z ich relacji z ojcem i z innymi ważnymi mężczyznami z ich życia w postaci np. chęci przypodobania się, uległości albo buntu czy innych biernych form oporu.

Dziękujemy za rozmowę!

ZAPISZ SIĘ NA WARSZTATY KLIKAJĄC TUTAJ!

Comments


© Yoga & Ayurveda Magazyn