yoga sklep zapisz się do newslettera

Sztuka Kochania

Stara Indianka zawsze powtarzała, że mężczyzn w sztuce kochania trzeba wychować, wykształcić, wyszlifować tak, żeby każda kolejna kobieta, która przyjdzie po nas, już przy pierwszym pocałunku zamiast podniecenia czuła strach i zaciekawienie, kim była ta, która nauczyła go miłości. A on, cóż… niech nigdy nie ma wątpliwości, kto był boginią erotycznej doskonałości w jego życiu.

Miłość, czyli „opowieść o niedokończonym człowieku”

Miłość jest najważniejszym wydarzeniem pomiędzy narodzinami a śmiercią. To stan rodzenia się, jak opisywał go Alberoni, nieustającego odkrywania siebie i drugiej osoby. To tworzenie opowieści, stawanie się narracją drugiego człowieka, a tym samym czynienie swojego życia historią o tym, kogo kochaliśmy, kochamy i kochać będziemy. I oby nie był to jeden człowiek, bo miłość to sztuka doświadczania, brania i dawania, co się przez owe „szaleństwo bogów” tłumaczy wielością doświadczeń i doznań.

Miłość – „szaleństwo bogów” – jak mniemali Grecy o miłości romantycznej, szaleństwo, które nie ma ani ram logicznych, ani społecznie dostosowanych. Miłość nie zamyka się ani w rodzinie, ani w konwenansie zasadnych indoktrynacji.

Miłość to żywa konstrukcja chemii ludzkiego mózgu, konstruktu i „wbrewkonstruktu”, bo czymże są romanse i szaleństwa ponad konwenansem? Czymże było życie w miłości, kiedy żyliśmy w plemionach?

Pitirim Sorokin wyjaśnia, że praktyczny umysł zdecydowanie nie wierzy w potęgę miłości. Nierzadko nazywamy miłość samooszukiwaniem się, idealistyczną bzdurą. A wszelkie teorie próbujące dowodzić wielkiego wpływu miłości na zachowanie ludzkie uważamy za nieprzekonujące i stronnicze. Szkoda, bo nie ma niczego równie twórczego, uskrzydlającego człowieka, poprawiającego jakość życia i dającego poczucie szczęścia jak miłość, zwłaszcza miłość erotyczna, fundament cielesnego stanu flow, o którym uświadamia nas Csikszentmihalyi.

„Miłość erotyczna to niewątpliwie jedna z najważniejszych spraw w życiu. Cały świat o tym wie i żyje z tą prawdą w zgodzie, tylko nauka jest zbyt nieśmiała, by to przyznać.” – Zygmunt Freud

Pozwolę sobie powtórzyć za twórcą swoistego opus magnum wiedzy miłosnej, Alberonim, że tak długo, jak w miłości będzie się krył proces „stwarzania się”, przepełniony pragnieniem i zakochaniem, tak długo miłość będzie wiecznym upajaniem się ukochaną osobą. Dlaczego? Jako joginka, psycholog, badacz, a przede wszystkim kobieta uważam, że świat miłości jednostki jest równocześnie jej światem społecznym, jej swoistym habitusem, regułą, która stała się człowiekiem, czy nawet sercowym modus operandi, działającym w sposób nieprzewidywalny, namiętny, w gotowości do poświęceń, w „niezapisanych” granicach sercoholizmu, jak twierdzę, tudzież seksualnej euforii brania jak najdłużej i jak najpiękniej.

Żyć, czyli intensywnie pragnąć drugiej osoby

Ludzie zawsze będą tworzyć historie miłosne. Niektórzy z nich, jak twierdzi Sternberg, będą chcieli zrozumieć, polepszyć i przekształcić swój związek. Inni wpiszą się we współczynnik namiętnych romansów, jeszcze inni nigdy się nie rozstaną, choćby mieli być zupełnie nieszczęśliwi, w imię zaprzeszłej przysięgi. Miłość towarzyszy wszystkim cywilizowanym ludziom, a skoro każdy może kochać i wzrastać w miłości, postanowiłam porozmawiać z pięcioma takimi, którzy kochają, kochali, tudzież dopiero kochać będą.

Johny, nie mylić z Lennonem, bo młody i namiętny

Johny wierzy w miłość łabędzią. I dobrze. W stanie zakochania Johny akceptuje drugiego człowieka jak książkowo należy – takim, jakim jest, ze wszelkimi wadami, niedostatkami i chorobami. Wynosi on swoją wybrankę na piedestał, a ta tym samym staje się istotą idealną, wyjątkową, niezastępowalną i rzecz jasna nieporównywalną z innymi. Można bez wątpienia stwierdzić, że to, co Johny widzi, jest projekcją jego marzeń. Pragnień, które niejednokrotnie są silnie związane z tym, że w obecności osoby ukochanej brak mu tchu i serce bije jak szalone.

Wewnętrzne odrodzenie, autentyczność i czystość to narodziny i jednocześnie głęboka potrzeba bycia w prawdzie. Tu miłość staje się łaską i równością, a osoba ukochana czasem naszego życia. Nie mamy problemu z dokonaniem transfiguracji, a mianowicie przemianą samych siebie, dostosowaniem się do pragnień ukochanej osoby, tak aby stać się w jej oczach istotą dokonałą. Doskonalimy się i wychodzimy poza własne ograniczenia, czego Johnemu serdecznie gratuluję, bo ostatecznie ten stapia się w jedno z ukochaną osobą.

John Lennon „Love is touch, touch is love”.

Nasz Johny ufa, że niekoniecznie – że i platonizmem człowiek z krwi i kości się nasyci. Dobrze. To Johnego namiętność.

Depesz, jakby fan Depeche Mode, choć i to nie do końca prawda

Depesz wierzy w wolność.

Możliwe, że Depesz nie bywa przerażony, jak twierdzi Ayala Pines, czyli zakochany przeraźliwie. W końcu każdy, kto doświadcza silnych emocji i towarzyszącego im fizjologicznego pobudzenia, jest potencjalnie zakochanym, o czym mówi sformułowana przez Elanie Walter i Ellen Berscheid teoria miłości. Autorki twierdzą, że przyczyną miłości są dwa czynniki: pobudzenie i ocena poznawcza. Stan pobudzenia przejawia się takimi reakcjami fizjologicznymi, jak gwałtowne bicie serca i przyspieszony oddech. Ocena poznawcza, która wyjaśnia to pobudzenie, to miłość, strach, zazdrość, złość. A zatem, jak twierdzą Walter i Berscheid, żeby Depesz mógł się zakochać, musi być fizjologicznie pobudzony, a jak twierdzi Depesz – nie jest, bo z małżonką, która od rana ma humory – trudno. Bo widząc wieczny foch, nie sposób. Może Depesz źle patrzy, a może Depesz zapomniał, że w miłości po ślubie lepiej jedno oko przymknąć, i to właśnie najlepiej to, które dostrzega niedogodności.

Tak, Depesz jest wolny. I samotny. Wszak Depesz lubi to, jak klasyczny Facebookowicz, lubi, i swojemu lubieniu robi codzienny klik, żyjąc dalej ze słuchawkami na uszach, których dźwięki dają mu radość.

Teodorro, można by powiedzieć, że mędrzec, a jednak nawet mędrzec pragnie zachować młodość

Teodorro po 45 latach małżeństwa – kocha. I choć po tylu latach ciężko cytować Arystotelesa i twierdzić, że kocha, bo „uroda jest lepszą rekomendacją niż list polecający”, to kocha. Bo droga kochania była długa i wyboista, a wzajemna 50-letnia znajomość siebie nie jest monotonna, a urocza. Czy Teodorro mówi prawdę? Nie wiem, biorę, co mówi, a mówi, że kocha, że znają się jak łyse konie, a jak łyse konie, to kocha.

Gray twierdzi, że intymność i namiętność w komunikacji opartej na obustronnym porozumieniu to udany dialog w całym związku. Udany seks dla związku jest jego alchemią, uwolnieniem w mózgu tych substancji chemicznych, które pozwalają odczuwać pełną radość z partnera, a ponadto zwiększa to wzajemną atrakcyjność, stymuluje energię i polepsza stan zdrowia. Udany seks jest swoistego rodzaju tao, pozwalającym kobiecie na interkomunikację z własną kobiecością, mężczyźnie zaś na utrzymanie kontaktu ze swoją męskością.

O tym Teodorro nie mówi, mogę jedynie przypuszczać, że tak mogło być. W końcu zawsze lepiej brzmi, że „znamy się jak łyse konie”, niż rozumiemy wewnętrzne potrzeby seksualne partnera.

Paź Królowej, nawet nie Toudi, po prostu tchórz

Paź Królowej żyje złudzeniem, że gdyby nie dziecko, dawno by go już nie było. Tekst, który niewątpliwie słyszała niejedna kobieta mająca relację z żonatym frustratem. Paź Królowej jest, był i będzie Paziem Królowej, bo – jak zna psychologiczna logika podobne przypadki – dla miłości nie ma alibi, dla miłości nie istnieją ograniczenia – ani w postaci dziecka, ani w żadnej innej postaci. Owe postacie moglibyśmy tutaj wymieniać, wszak szkoda na nie znaków, bo i tak oczyma wyobraźni zobaczyliście wymówek cały ciąg.

Paź Królowej jest romantyczny, wierzy, że ogranicza go Królowa, której służy niemal wiernie, nie licząc całej serii platonicznych uniesień i lękliwych romansów. Na zewnątrz jak z żurnala, wewnętrznie rozbity. Co to wolność – nie wie, jak większość ptaków w klatce, tym samym erotycznie może się okazać zupełnie nieużyteczny, bo jak przystało na tchórza, myśli jedynie o sobie i o tym, gdzie by był, jakby Królowej nie było. Nie może on korespondować z żadną przyjemnością, bo tam, gdzie jest strach, nie ma miłości, jak twierdzi Spezzano, to i Paź poczuć miłości erotycznej nie może, skoro czuje strach.

W co wierzy? W wielką miłość i magiczny erotyzm, wszak potknąłby się o Afrodytę i jej nie zauważył, bo jedyne, co stoi przed jego oczyma, to lęk przed Królową.

Namiętność nierzadko porównywana jest do uzależnienia od narkotyków, środków nasennych czy alkoholu. W organizmie człowieka przeżywającego namiętności wydzielana jest do krwiobiegu między innymi substancja o nazwie PHEA (fenyloetyloamina), związek odpowiedzialny za stany euforyczne, a w swej budowie podobny do amfetaminy. Uzależnienie od PHEA polega na chęci ustawicznego zmieniania obiektu miłości, tak aby nieustannie czuć podniecenie. Niska zawartość PHEA, bardzo często spowodowana odejściem obiektu, odpowiada za negatywne emocje, nierzadko za depresję.

Oto przepis na Pazia Królowej, a i brak przepisu, bo jak nie wy kochane, to znajdzie kogoś innego. Byle namiętnie, z polotem i najlepiej zupełnie nierealnie, w końcu ma alibi, które zawsze ogranicza jego pragnienie pełni. Ma i będzie je miał. Nadzieja jest predyktorem błędnych decyzji, jak mawiał Eliade, to i nie miejcie nadziei, że Paź przestanie bać się Królowej. Nie przestanie.

Bajlando, po rozwodzie i przed niczym wielkim, autentyczny orędownik doznań

Bajlando bez wątpienia w coś wierzy, wszak nie jest to związek na całe życie. Bajlando powtarza nieustannie, że można kochać i nie być w związku, być w związku i nie kochać. Że kocha się najczęściej poza związkiem, a w związku jedyne, co można, to nauczyć się żyć bez powietrza. Bajlando wie, czym jest proces kulturowy i jak podkreśla – monogamię wymyślił ktoś, kto chciał bardzo kontrolować emocje i namiętności. Bajlando wie, co mówi, choć nie wie, kogo cytuje.

Bajlando pragnie pożądać. Pożądanie, jak twierdzi Fisher, jest pierwotnym, nieprzewidywalnym ludzkim uczuciem. Pragnienie seksualne może pojawić się, kiedy ludzie prowadzą samochód, oglądają film czy też leżą na plaży, bądź jak Bajlando – piją caffe latte niemal w każde słoneczne popołudnie.

I choć żądza i miłość romantyczna to nie to samo, bez wątpienia paixao – „napalenie”, czy tesao – „bardzo silny pociąg seksualny do kogoś” są składową miłości namiętnej, o której północno-wschodni Brazylijczycy mówią Amor. Amor zaś jest wtedy, kiedy czujesz pragnienie, by zawsze z nią być, oddychasz nią, jesz ją, pijesz ją. Bajlando jest prawdziwy, nie wstydzi się, że pragnie Amor. Wszyscy pragną Amor, Bajlando o tym mówi. Wielka różnica nie wstydzić się stanu paroksyzmu.

Erotyzm, czyli o stanie paroksyzmu, w którym ciało ukochanej osoby staje się źródłem pożywienia

Ma wiele racji Szlendak pisząc, że seks jest tematem centralnym w naukach społecznych, ponieważ to właśnie od seksu bierze swój początek życie społeczne. Zdrowe życie społeczne – jak twierdzili starożytni Grecy, którzy nie wiązali seksu w żaden sposób z zaangażowaniem czy uczuciem, tylko właśnie ze zdrowiem. Mędrcy Tao twierdzą, że sztuka życia to wzajemne erotyczne spełnienie, erotyzm zaś to nie tylko seks. To przede wszystkim głęboka wzajemność, zrównoważenie przeciwieństw, zatarcie granic wszystkich rzeczy, by mogły stopić się w jedno. Kochankowie głębię erotyzmu osiągają poprzez zjednoczenie, namiętność i współprzeżywanie. Zatem dążenie do stanu paroksyzmu – poczucia, że ciało ukochanej osoby jest boskie i święte, a naszym jedynym pragnieniem jest stopić się z partnerem w jedno – to naturalny stan miłości romantycznej.

To właśnie w łóżku rozgrywa się najważniejsza walka o byt miłości romantycznej. Jak twierdzi Gray, udane pożycie seksualne jest nie tylko objawem namiętnego związku, nie jest też jedyną ze specjalnych nagród, lecz bardzo ważnym czynnikiem tworzenia i zaspokajania niemal wszystkich potrzeb emocjonalnych. Jak to się dzieje, że seks wznieca romantyczny żar?

Podczas gry wstępnej, w której wykorzystywane są elementy głaskania i masażu, zostaje uruchomione wytwarzanie oksytocyny i endorfin, środków neurochemicznych w mózgu, które dają poczucie odprężenia i przywiązania. Zatem kiedy uprawiamy seks z ukochaną osobą, stwarzamy przede wszystkim okazję do nowych doznań i podnieceń, ujędrniamy skórę, mięśnie i inne tkanki. Przywiązanie to efekt wydzielania się podczas orgazmu oksytocyny u kobiet i wazopresyny u mężczyzn. Ponadto podwyższony poziom testosteronu pobudza poziom wytwarzania dopaminy, która rozbudza romans.

Kochajcie się szalenie. Z poczuciem, że świat należy do was, a wy do świata. Że miłość nie rani, bo nie może ranić, a jak rani, żadna to miłość. Kochajcie, a praktykując, dogłębnie doświadczajcie ciała, które kocha i jest gotowe na miłość.

AUTORKA: EWA MOROCH

Comments


© Yoga & Ayurveda Magazyn