yoga sklep zapisz się do newslettera

Varanasi – tam, gdzie nad Gangesem krążą duchy i bóstwa

Zmęczony i opóźniony pociąg ciężko wtoczył się na stację, a barwny tłum wylał się na peron. Ganges podczas monsunu… Na tętniącym życiem indyjskim dworcu można było się spodziewać hałasu, zamieszania i gęstego od spalin powietrza. Sędziwy rikszarz rowerowy co jakiś czas podjeżdżał pod budynek – przepędzany przez oficerów nie zniechęcał się i po chwili wracał w poszukiwaniu potencjalnych klientów. Dzień dobry, Varanasi, miasto Sziwy, święte miasto Indii…

Nie mam pewności, czy to miejsce istnieje naprawdę. Czy Ganges naprawdę płynie, niosąc energię pudży, modlitw, ludzkie i zwierzęce szczątki… Granica pomiędzy magicznym a rzeczywistym zupełnie tu nie istnieje, ponieważ wszystko jest zarówno magiczne, jak i prawdziwe. Miasto, lub jak wierzą miejscowi – Sziwa, przyciągnie nas do siebie, gdy będziemy na to gotowi, gdy zgromadzimy odpowiednie zasoby dobrej karmy, najczęściej jeszcze w poprzednich wcieleniach. Miasto odsłoni się przed nami tylko na tyle, na ile będzie chciało. Ile będziemy w stanie przyjąć. Wszystko wedle naszej karmy, przeznaczenia oraz predyspozycji duchowych.

Benares może zachwycić, przerazić, oczarować… Może przejąć strachem, przyprawić o mdłości, dać przełomową lekcję życia, skonfrontować z lękami i wewnętrznymi demonami, zahipnotyzować, wymęczyć, otumanić, zamroczyć haszyszem… Rzeka i labirynt wąskich uliczek – pajęczych nici tak cienkich, że często z trudnością można przejechać motocyklem. Co ukaże się naszym oczom? Każdemu z pewnością coś innego. A kto nie był w Varanasi, ten nie widział Indii…

Varanasi (Benares) jest uważane za najstarsze miasto subkontynentu i jedno z najstarszych miast świata, chociaż w Indiach nigdy nie miało zbyt dużego znaczenia pod względem politycznym. Tu się modlono, palono zwłoki, tu mieszkali i nauczali liczni sadhu, asceci i mistrzowie, w tym Budda Siakjamuni oraz Mahawira. Sercem miasta jest rzeka i ciągnące się wzdłuż niej ghaty. Jest ich osiemdziesiąt siedem i snują się aż przez prawie 5km (3 mile).

Varanasi jest miejscem, gdzie można jeszcze spotkać prawdziwych joginów – takich, którzy posiedli magiczne moce, siddhi, latają lub czynią cuda. Jednym z nich jest Rakesh Pandey, hathajogin organizujący publiczne demonstracje swoich jogicznych mocy, podczas których na przykład wygina wzrokiem metalowe pręty. Miasto zamieszkują również prawdziwi święci, niektórzy milczą, trwając w stanie samadhi i z poziomu głębokiego współodczuwania błogosławią cierpiącym, zmieniając ich los. Często pochodzą ze starych benareskich rodów, tak jak Śri Brahma Gopal Bhadury, nauczyciel Bhrygu jogi.

W mieście można czasem jeszcze spotkać fakirów, zaklinaczy węży, dziadugarów. Niektórzy przyjeżdżają tu, aby umrzeć. Rejestrując się w odpowiedniej agencji, do końca będą mieli zapewniony dach nad głową oraz pożywienie, mogą więc spokojnie czekać na śmierć. Czasem trwa to wiele lat… Śmierć w Benaresie ma przynieść mokszę, wyzwolenie. Nie trzeba będzie się więcej wcielać, nie trzeba będzie więcej cierpieć. Kochać, chorować ani się starzeć…

Życie w Varanasi zaczyna się po zmroku

Nad Gangesem zaczyna krążyć jeszcze więcej duchów, pojawia się jeszcze więcej bóstw. Unoszą się nad mętną taflą wody, przyglądając się duszom uchodzącym z ciał na pogrzebowych stosach, podpatrują, kto tego wieczoru przyszedł na ghaty…

Po zmroku budynki zaczynają snuć jogiczne opowieści, a każdy dom to barwna hinduska fabuła. Lub raga, dźwięcznie wyśpiewywana do sitaru, harmonium lub tabli o określonej porze dnia lub nocy. Tęskna i rozmarzona, gdy nad Gangesem wschodzi księżyc… Nieopodal rzeki możemy natrafić na ukrytą z boku niezwykłą świątynię joginek, na domy dawniej zamieszkiwane przez wielkich duchowych mistrzów, takich jak Lahiri Mahasai.

Po zmroku na ghatach pojawia się cyganeria, pojawiają się mieszkańcy, turyści i wszyscy, których przyciągnęła rzeka. Rozpoczyna się ceremonia aarathi – dobrze ją obejrzeć z łódki, którą można wynająć. Ajay, przewoźnik mający coś z Charona, rozpędzał wiosłem późną godzinę. Ciemno… Obok dryfowało coś kulistego, falowały włosy. Wyostrzyłam wzrok, dostrajając go do nocnego światła. Na wodzie unosiła się ludzka głowa. Ajay powiosłował i popłynęliśmy dalej, w metafizyczną benareską noc. Na wodzie wokół nas zgromadziło się całe mnóstwo łódek i łódeczek, patrzyliśmy na ceremonię odbywającą się na wybrzeżu, zapewne więcej czując niż rozumiejąc z tego, co się działo.

Z łódki na łódkę lekko przeskakiwała młoda dziewczyna z koszykiem lampek, które zapalone puszcza się na rzekę z modlitwą, offering, dla Gangi… „Usiądź z nami na chwilę” – zwróciłam się do niej. Kwiaty były bardzo świeże, a dziewczyna naprawdę piękna, bystra i świetnie mówiła po angielsku. Na imię miała Pudża. Przyszło mi na myśl, że mężczyzna, którego poślubi, będzie wybrańcem fortuny. „Pokaż mi swoją dłoń”, poprosiłam. Zamarła, gdy patrzyłam na jej linie. „Czeka Cię wspaniały los, Pudża, zajdziesz bardzo daleko w życiu.” I nie mam wątpliwości, że tak będzie. Siedziałyśmy. Kupiłam lampki i patrzyłam, jak płomyk znika na wodzie. Pudża pożegnała się, przeskakując na kolejną łódkę, była przecież w pracy…

Bardziej niż święte rytuały i taniec braminów z ogniem, interesował mnie ogień, który jest końcem. Czyli dwa ghaty – Manikarnika i Harishchandra. Podpływamy… Ajayowi powoli rozwiązywał się język i chyba wyczuł dobrych słuchaczy. Zaczął czarować opowieściami, a ja uwielbiam być czarowana…

Nie można palić pięciu rodzajów zwłok – sadhu, kobiet w ciąży, trędowatych, dzieci oraz osób zmarłych w wyniku ukąszenia kobry. W tym wypadku martwe ciało obciąża się kamieniami, aby spoczęło na dnie rzeki. Z powodu zanieczyszczenia środowiska, a w szczególności stosowania pestycydów, w Indiach jest już coraz mniej kobr.
Ajay opowiadał, że około dwa lata wcześniej do miasta przybył prawdziwy zaklinacz węży (sapera – od hind. saap, czyli wąż). Nie żaden tam oszust, który wyrwawszy biednej kobrze zęby jadowe siedzi i wyłudza pieniądze, ale taki zaklinacz z prawdziwego zdarzenia… Ów sapera zobaczywszy na ghacie ciało młodego mężczyzny, który zmarł w wyniku ukąszenia, powiedział, że jeszcze można go uratować. Gdy zaczął odprawiać tajemny rytuał, kobra się przysunęła i wyssała z młodzieńca cały jad, a ten wrócił do życia.

Podpłynęliśmy do Manikarnika ghatu, a płonące stosy rozświetlały zmrok. W Indiach uważa się, że śmierć jest zaraźliwa, dlatego tylko niedotykalni (zw. dom) mogą zajmować się martwymi. Zwłoki owijane są w całun (im zamożniejsza rodzina, tym bardziej będzie on wytworny), zanurzane w świętej rzece, a następnie pozostawiane na brzegu do wyschnięcia.

Do ceremonii pogrzebowej nie są dopuszczane kobiety. Ajay wyjaśnił, że za mocno histeryzują i tym samym przeszkadzają duszom odejść. Nie wszystkich stać na drewno (idealnie, aby był to sandałowiec, tańszą opcją jest mango) i czasami zwłoki wrzuca się bezpośrednio do wody, a cierpliwy Ganges wszystko przyjmie. Czas ciałopalenia zależy od zgromadzonej karmy – im większy grzesznik, tym dłużej będzie to trwało, nawet do 12 godzin. Na koniec należy rozbić czaszkę, pozostałości są wymiatane i wrzucane do wody.

Czasem po prochy przychodzą aghori, czyli asceci tantry lewej ręki. Aghori często zamieszkują nekropolie i miejsca naznaczone przez śmierć. W Varanasi znajduje się ich aśram. Medytują nad zwłokami, podobno je jedząc, popijając z kapali, czyli ludzkiej czaszki. Smarują ciało popiołem z palenisk, spożywają kał i łamią wszystkie tabu w celu osiągnięcia duchowego wyzwolenia. A ponieważ są tak blisko śmierci, zupełnie się jej nie lękając, podobno śmierć do nich nie przychodzi.

Gdy później przeglądam fotografie, które robiłam tamtej nocy, zaczynam się zastanawiać, czy to się wszystko w ogóle wydarzyło. Czy Pudża i Ajay w ogóle istnieli… Żadne ze zdjęć, które próbowałam im zrobić, nie wyszło ostre. Niektórzy uważają Benares za centrum świata, inni mawiają, że miasto do tego świata zupełnie nie należy. Można je odkrywać jak głębię rzeki, mając świadomość, że nie będzie temu końca…

Życie w Varanasi zaczyna się o świcie

Ganges rozlewa się po horyzont. Ludzie schodzą w dół po ghatach do rzeki, słychać modlitwy i dzwonki. Słońce wschodzi, dając tchnienie życia uśpionym ghatom, a wraz nim szarość poranka ustępuje nasyconym barwom dnia. I zachwyca… Gdy zatrzymamy wzrok – benareska układanka zaczyna nabierać sensu i okazuje się, że ten pozorny chaos chaosem jednak nie jest. Ghaty to sprawnie funkcjonujące przedsiębiorstwo. W tym chaosie jest spokój.

Weźmy na przykład Ajaya, wczorajszego przewoźnika. Łódką pływał jego ojciec i dziadek, więc pływa i on. Jeżeli przyszedłeś na świat w rodzinie, która od pokoleń zajmuje się paleniem zwłok – ty również będziesz je palił. Taka twoja karma, na to właśnie zasłużyłeś. Na los niedotykalnego, dom, który dokłada drew pod płonące ciała, a następnie wymiata popiół, aby zrobić miejsce na kolejny stos. Nikt się nie buntuje i każdy zna swoje miejsce. Bramin odprawiający poranną pudżę, młody mnich, który mu usługuje, służby sprzątające, sprzedawcy, rikszarze, asceci, pielgrzymi i dzikie psy…

W Varanasi życie zaczyna się o brzasku. Już przed wschodem słońca, o czasie Brahmy (Brahmamuhurta) ma miejsce poranne aarathi. Schodzą się pielgrzymi. Obok grupy atrakcyjnych hijra ablucji dokonuje pobożny milioner, wdowa, wpływowy polityk oraz ktoś, kto przyjechał tu, aby umrzeć. A Ganga mata (matka) cierpliwie i łaskawie obmywa wszystkich tak samo. W budynkach wzdłuż rzeki toczy się życie. Znajdują się tu uczelnie, świątynie, szkoły dla młodych ascetów, pustelnie i pewnie jeszcze więcej cudów, które mi się nie ukazały. Na ghatach dzieci puszczają latawce. Płoną nowe zwłoki i dopalają się stare.

Varanasi to coś więcej niż śmierć, ale chyba właśnie po śmierć tu przyjeżdżamy. Stojąc nad świętą rzeką, w samym centrum wszechświata i na samej jego krawędzi. Wpatrując się w rozmytą, nierzeczywistą dal. Ktoś dokonuje rytualnych ablucji.

Mam ochotę zanurzyć się w Varanasi jeszcze głębiej…

Informacje praktyczne

Kiedy jechać?

Najlepszym sezonem na pobyt w Varanasi jest czas od września do grudnia oraz od drugiej połowy lutego do końca kwietnia. Najchłodniejszym miesiącem jest grudzień i styczeń – w ciągu dnia temperatura może dochodzić do 20˚C, ale w nocy spadać nawet do 0˚C. Monsun trwa od czerwca do końca sierpnia lub połowy września.

Dojazd:

Z New Delhi samolotem do Vanarasi (lot trwa około 45 minut) lub pociągiem (około 12 godzin). Bilety możemy rezerwować samodzielnie na: makemytrip.com, cleartip.com lub yatra.com.

Zakwaterowanie:

Duża baza noclegowa znajduje się nieopodal ghatów. Varanasi to ponad 3-milionowe miasto, dlatego ceny mogą być wyższe niż w innych miejscach w Indiach. Cena za pokój dwuosobowy może wynosić około 1000 rupii, czyli około 60 zł (według przelicznika 1 PLN=ok. 17 INR).

Warto:

  • Odwiedzić księgarnię Pilgrims Bookhouse (B 27/98 A – 8, Nawabganj road, Durgakund), gdzie półki uginają się od wartościowej literatury na temat Indii, jogi i duchowości.
  • Zobaczyć, co się aktualnie dzieje w kulturalnym życiu miasta, np. na: allevents.in/varanasi
  • Jeżeli czujesz taką potrzebę – wybrać się na konsultację osobistego horoskopu z jednym ze znanych lokalnych astrologów
  • Popatrzeć, jak rano na ghatach młodzi asceci ćwiczą jogę lub poćwiczyć samemu
  • Wybrać się do znajdującego się pod Varanasi miasta Sarnath, gdzie Budda Siakjamuni wygłosił swoje pierwsze nauki po osiągnięciu oświecenia (w Deer Park).

Namaste i udanej podróży!

AUTORKA: Dr Ania Chomczyk

Comments


© Yoga & Ayurveda Magazyn